niedziela, 1 grudnia 2024

GLADIATOR 2 (2024) - RECENZJA FILMU

 
Po ponad dwudziestu latach Ridley Scott zdecydował się nakręcić w końcu sequel do jednego z jego najbardziej cenionych filmów. Legendarny twórca nie miał ostatnio najlepszej passy, dlatego względem Gladiatora 2 pojawiało się wiele obaw. Czy Gladiator dostarczył rozrywki, czy może obawy były słuszne?


Reżyserem filmu był wspomniany już Ridley Scott, który zapisał się w historii kinematografii jako twórca filmów takich jak Obcy – 8. Pasażer Nostromo, Łowca Androidów, 1492: Wyprawa do raju, Gladiator, Helikopter w ogniu, Hannibal, Królestwo Niebieskie, Marsjanin. W ostatnich latach niektóre jego projekty odbiegały od wysokiego standardu jak choćby Exodus: Bogowie i królowie, Dom Gucci, Ostatni pojedynek czy przede wszystkim Napoleon. Za scenariusz odpowiadał David Scarpa, który na koncie miał już kilka projektów realizowanych ze Scottem, jak na przykład Napolena i Wszystkie pieniądze świata, a także Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia, Ostatni bastion i kilka odcinków Człowieka z Wysokiego Zamku. Nad fabułą pracował również Peter Craig (The Batman, Top Gun: Maverick, Bad Boys For Life, Matka, Niewybaczalne, obie części Igrzysk Śmierci: Kosogłos).


Muzykę do filmu skomponował tym razem, w miejsce Hansa Zimmera, Harry Gregson-Williams, autor ścieżek dźwiękowych do filmów: Dom Gucci, Ostatni pojedynek, Mulan, obie części The Meg, Nocne życie, Marsjanin, obu części Bez litości, Książę Persji: Piaski czasu, X-men Geneza: Wolverine, Numer 23, Deja vu, pierwszej i drugiej części Opowieści z Narni, Królestwo Niebieskie, a także serii Shrek. Za zdjęcia odpowiadał John Mathieson, współpracujący ze Scottem przy okazji pierwszego Gladiatora, Hannibala, Naciągaczy, Królestwa niebieskiego i Robin Hooda, a poza tym w swej filmografii ma także filmy Doktor Strange 2, Pokemon: Detektyw Pikachu, Maria, królowa Szkotów, Król Arthur: Legenda miecza, Logan, Kryptonim U.N.C.L.E., 47 roninów, X-men: Pierwsza klasa, Upiór w operze.


W 2000 roku swoją premierę miał film Gladiator z Russelem Crowem w roli dowódcy wojsk północnych, generała legionów Feliks, lojalnego sługi prawdziwego cesarza, Marka Aureliusza, ojca zamordowanego syna, męża zamordowanej żony. Film zdobył pięć Oscarów: za najlepszy film, kostiumy, dźwięk, efekty specjalne i pierwszoplanową rolę męską. Sukces zarówno artystyczny, jak i kasowy (film przy budżecie około 100 mln dolarów zebrał w box office ponad pół miliarda) nie od razu oznaczał kontynuację, choć plotki o takich planach krążyły od dawna. Dopiero niedawno Ridley Scott, którego ostatnie projekty okazywały się finansowymi klapami, postanowił sięgnąć po jeden ze swoich klejnotów koronnych w filmowym dorobku i jeszcze raz zabrał widzów do antycznego Rzymu, którego mieszkańcy ukochali sobie oglądanie gladiatorów na arenie Koloseum. Druga część osadzona jest kilkanaście lat po śmierci Maximusa, gdy Imperium Rzymskim władają niezrównoważeni bracia, cesarze Karakalla i Geta. Rzym, tak jak wcześniej za panowania Kommodusa, znów popada w chaos i dojrzewa do rewolty, w to wszystko wplątuje się zaś gladiator Hanno, którego prawdziwa tożsamość może zatrząść cesarstwem…

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film rozpoczyna się od stylizowanego, malarskiego przypomnienia wydarzeń opowiadających o konflikcie Maximusa oraz Kommodusa. Dalej przenosimy się na wybrzeże Afryki, gdzie poznajemy Hanno (Paul Mescal, Normalni ludzie, Aftersun, Dobrzy nieznajomi) i jego żonę Arishat (Yuval Gonen), którzy szykują się na oblężenie. Rzym bowiem chce podbić ostatnie wolne miasto Afryki, którym dowodzi Jugurtha (Peter Mensah, 300, Avatar, Spartakus: Krew i piach, Jason X, Hidalgo – Ocean ognia, Czysta krew, Jeździec bez głowy), wysyła więc do tego zadania legiony dowodzone przez generała Acaciusa (Pedro Pascal, najbardziej znany z Gry o Tron, Mandalorianina i The Last of Us, w tym roku choćby rola w Dzikim robocie, a wkrótce także w Fantastycznej 4). Gdy miasto pada łupem Rzymian, a Arishat ginie, zrozpaczony Hanno staje się niewolnikiem i zostaje sprzedany jako gladiator, trafiając do Rzymu do posiadłości ambitnego i obrotnego handlarza Macrinusa (Denzel Washington, mający bogatą karierę, w której warto wymienić choćby Malcolm X, Filadelfia, Kolekcjoner kości, Huragan, Plan doskonały, Deja vu, Amerykański ganster, Księga ocalenia, seria Bez litości). Ten, upatrując w tym swej korzyści, obiecuje żądnemu zemsty Hanno, że zmierzy się z Acaciusem na arenie.

Acacius bowiem jest obecnym partnerem Lucilli (Connie Nielsen, Gladiator, Wonder Woman, Ostatnia miłość na Ziemi, Adwokat diabła, Sekcja 8.), córki cesarza Marka Aureliusza i siostry Kommodusa, która knuje spisek przeciwko niezrównoważonym cesarzom Gecie (Joseph Quinn, najbardziej znany z roli w Stranger Things, w tym roku widzieć go można było w Quiet Place: Day One, a wkrótce w Fantastycznej 4) oraz Karakalli (Fred Hechinger, Biały lotos, Pam i Tommy, Bielmo, Thelma). Wszystko komplikuje się, gdy Lucilla rozpoznaje w Hanno walczącym w Koloseum swego syna Luciusa, którego odesłała z dworu celem ukrycia przed tymi, którzy pragnęliby śmierci następcy tronu. Hanno/Lucius jednak początkowo odtrąca matkę, nie przyznając się do swego pochodzenia i mając jedynie za cel pomszczenie swej żony. Rzym jednak, miasto pełne intryg i spisków, szykuje nieoczekiwany obrót wydarzeń…


Film przez prawie połowę filmu prowadzi własną narrację, w nieznacznym stopniu nawiązującą bezpośrednio do pierwszego filmu, budując głównych aktorów tego przedstawienia w postaci Hanno/Lucjusza, Makrynusa, Akacjusza oraz bliźniaków jednomózgowych Karakalli i Gety. W pewnym momencie jednak wajcha się przestawia, film porzuca własną tożsamość i kieruje się mocno w kierunku nostalgicznego polegania na barkach filmu sprzed ćwierćwiecza. Drugi akt filmu staje się bardzo chaotyczny, a narracja przestaje być płynna, mieszając nowe wątki ze starymi i tworząc bałagan (i nie mówię tu wcale o historycznych nieścisłościach, przekłamaniach, konfabulacjach i błędach). Drugim problemem filmu w tym aspekcie jest nieszczególnie angażująca, odtwórcza fabuła i napisanie mało angażujących wątków.

Na osobny akapit zasługują nierówne sceny akcji i efekty specjalne. Część z nich była satysfakcjonująca, choreografia robiła wrażenie i pozwalała cieszyć się seansem, niektóre jednak budziły moje mieszane uczucia, zaczynając od „małpsów” z paskudnym CGI czy wyjętych z dupy rekinów pływających na arenie Koloseum, a kończąc na antyklimatycznym starciu finałowym. Na ogół jednak film dzięki tym scenom akcji potrafił utrzymać uwagę widza.

Zdjęcia Mathiesona nie były może wybitne, ale cieszyły oko, zwłaszcza dalekie plany i szerokie perspektywy. Scenografia i kostiumy stały na solidnym poziomie. Niestety rozczarowaniem była muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa, która nie mogła dorównać legendarnej ścieżce dźwiękowej Hansa Zimmera. Kompozycje HGW najlepsze były, kiedy odwoływały się do poprzednika, a najsłabsze wtedy, gdy popadały w auto-plagiatowanie Królestwa niebieskiego, w ogólnym jednak rozrachunku nie robiło to wrażenia, a dobra muzyka z pewnością podbiłaby emocjonalny wydźwięk scen.

Pod względem występów aktorskich film nie zaprezentował nic specjalnego, poza wyróżniającym się Denzelem Washingtonem, który swoim zaangażowaniem i manierą przerastał innych na planie. Intensywność jego gry z jednej strony, a pewna nonszalancja i luz z drugiej, kreowały ciekawego bohatera, finalnie jednak sprowadzonego do kręcącego wąsem antagonisty. Czy rola ta warta jest Oscara, o czym się plotkuje? Nie wiem, z zaciekawieniem patrzyłem na jego występ w pierwszej połowie filmu, później entuzjazm mój uleciał jak kurz na arenie. Niewykorzystany według mnie został Pedro Pascal, który początkowo zapowiadał się na interesującą postać, ale od połowy filmu totalnie zniknął w tle. Szaleni cesarze dawali nieco kolorytu na początku filmu, później jednak bardziej męczyli. Nieco powagi i dostojeństwa starała się wprowadzić Connie Nielsen, choć dużo naturalniej wypadała w pierwszym filmie.

Na osobny wątek zasługuje Paul Mescal w głównej roli. Z całym szacunkiem i sympatią do niego, choć po prawdzie to moja pierwsza styczność z tym aktorem, nie udźwignął ciężaru gladiatorskiej zbroi i wejścia w buty Russela Crowe. Domniemany syn Maximusa, tak przynajmniej twierdzi Lucilla (temat jest to wątpliwy, interpretacja kłopotliwa, fikcyjna faktografia się rozjeżdża, ale też nie można tego stanowczo wykluczyć) nie ma charyzmy swego ojca, nie potrafi porwać w naturalny sposób tłumów jak i widzów, brakuje temu wszystkiemu naturalności, choć nie twierdzę, że wypada jakoś przesadnie słabo. Kibicowałem mu, ale bez szczególnej ekscytacji, może był źle pokierowany przez reżysera albo niedopieszczony przez scenarzystę…


Podsumowując, Gladiator 2 to film dostarczający rozrywki i męczący jednocześnie, nie potrafiący wykorzystać potencjału, ale wielokrotnie imponujący rozmachem. Mocno ciąży mu powiązanie z pierwszą częścią, dużo lepiej napisaną (choć wówczas Scott z Russelem Crowem scenariusz przepisywali na bieżąco w trakcie zdjęć). Chaos i bałagan scenariuszowy nie pozwalał historii wybrzmieć samodzielnym głosem, mimo to jednak seans, obarczony wszystkimi niedostatkami, miał w sobie na tyle dużo uroku, że film oceniam na 6,5/10 i choć czuję rozczarowanie, to nie skreślam jeszcze Scotta i jeśli powstanie Gladiator 3 to też pójdę nań do kina. Pierwszy Gladiator zrobił to wszystko jednak lepiej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...