Kontynuacja
powieści „Przetaina” autorstwa Andrzeja Pilipiuka miała przed sobą zadania zainteresować
mnie w końcu fabułą oraz wzbudzić sympatię do bohaterów, co nie udało się autorowi
w pierwszym tomie. Niestety, „Okiść” tak jak i „Przetaina” powiela dawne problemy
i nie spełnia pokładanych oczekiwań.
W
drugim tomie łączymy pierwszoosobową narrację Dave’a (w późniejszych
rozdziałach) z trzecioosobową perspektywą Asta, jego młodszego brata, a także
arcykapłana Retiego. Dziwny to zabieg, zaburzający harmoniczną nudę powieści. W
„Okiści” śledzimy większą liczbę postaci, a narracja nie jest historią drogi trójki
głównych bohaterów. Na starcie wzbudziło to mój entuzjazm i miło było zmienić
narratora, a i detektywistyczna intryga rodziła pewne nadzieje. Z czasem jednak
wątki się przemieszały, wróciła stara ekipa a wraz z nią nuda i nijakość.
Ast
zostaje zaangażowany przez arcykapłana Retiego w rozprawienie się z potencjalną
siatką szpiegowską Ludu Węży, który planuje złupienie i podbicie miasta Tess
oraz w akcję przygotowania obrony przez najazdem. Dave wraca zaś do rodzinnego
miasta z Aną i Tyrą oraz delegacją społeczności, do której wyprawę prowadził
podczas akcji „Przetainy”. Przyszłość ludu Tess wisi na włosku nie tylko ze
względu na zagrażającą mu aktywność wulkaniczną, ale i nieuchronny najazd
wojowniczych i bezwzględnych Węży.
Nadal w tym cyklu nie pojawił się ciekawy bohater, a każda postać była napisana w przezroczysty, infantylny sposób. Czytelnikowi bardzo trudno było nawiązać więź z kimkolwiek z kart „Okiści” i co to kurwa w ogóle jest za tytuł? W pierwszym tomie autor pod koniec wplótł w rozmowę bohaterów tytułową przetainę, teraz jednak nie kojarzyłem, by padła tytułowa okiść – mogłem jednak przespać ten moment audiobooka…
Powieść
powiela wiele bolączek pierwszego tomu, przede wszystkim w konstrukcji bohaterów,
których los w ogóle nie obchodzi czytelnika, jak i słabym prowadzeniu fabuły,
która jest nudna i przewidywalna. Rozbudowanie zaś wątku mitologicznego i
nadprzyrodzonego nie przynosi zamierzonego skutku – o ile w pierwszym tomie był
to jeden z najciekawszych momentów książki, tak tu wzbudzał tylko przewrócenie
oczami i wzruszenie ramionami.
„Okiść”
Andrzeja Pilipiuka ma kilka ciekawych elementów i lepszych momentów, ale
finalnie nie przynosi czytelnikowi oczekiwanej satysfakcji. Zmagania z lekturą
przychodzą w mozole, a nijacy bohaterowie przeszkadzają w płynięciu wraz z
narracją. Trzeci tom znajduje się na horyzoncie, ale tym razem, szanując swój
czas, prawdopodobnie nie sięgnę po kontynuację tego miernego cyklu, skupiając
się na innych dziełach lubianego przeze mnie autora. „Okiść” otrzymuje mierne
5/10 i znajduje się bardzo nisko na półce twórczości Wielkiego Grafomana.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz