środa, 4 września 2024

BATMAN: CAPED CRUSADER (2024) - RECENZJA SERIALU.

 

Jeden z największych komiksowych superbohaterów doczekał się niezliczonych występów w filmach i serialach, sam zaś wychowałem się w części na Batman: The Animated Series i Batman Beyond. Z zainteresowaniem więc spoglądałem na kolejną wersję Człowieka-nietoperza, choć sprzedanie praw do dystrybucji serialu Amazonowi przez Warnera budziło pewne wątpliwości co do jakości…


Showrunnerem serialu Batman: Mroczny Mściciel jest Timm Bruce, który od ponad 30 lat tworzy w Warner Brothers animowane przygody spod szyldu DC zarówno jako scenarzysta jak i artysta, grafik i animator. Na swoim koncie może zapisać m.in. Batman: The Animated Series i wiele późniejszych przygód Batmana oraz Ligę Sprawiedliwych. Jest też współtwórcą postaci Harley Quinn, która w ostatnich latach zdobyła sporą popularność. Bruce pracował również wcześniej nad He-Manem i Władcami Wszechświata oraz She-Rą, Pinkym i Mózgiem czy Łebskim Harrym. W projekt, jako producenci, zaangażowani byli między innymi J.J. Abrams, Ed Brubaker, Greg Rucka czy Matt Reeves. 


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Batman: Caped Crusader to utrzymany w stylistyce noir serial opowiadający o przygodach Batmana na początku jego superbohaterskiej drogi (choć nie będący sensu stricte jego origin story ). Batman działa w mrocznym i pełnym przestępców Gotham już jakiś czas, ale policja nie pała do niego sympatią. Neogotycki sztafaż i stylistyka bliżej nieokreślonych lat 40. i 50. ma swój niewątpliwy urok, choć jakość animacji nie jest na najwyższym poziomie i nie wykracza poza średnią.

Obserwujemy więc zatem różne historie z życia Bruce’a Wayna vel Batmana (Hamish Linklater), który walczy ze światem przestępczym w Gotham. Pomaga w tym mu wierny przyjaciel i kamerdyner Alfred (Jason Watkins). Po stronie wymiaru sprawiedliwości stoi komisarz Gordon (Eric Morgan Stewart) i jego córka, adwokat Barbara Gordon (Krystal Joy Brown) oraz kapitan Renee Montoya (Michelle C. Bonilla). Znaczącą rolę, niejako spajającą większy wątek serialu, pełni prokurator Harvey Dent (Diedrich Bader), a do grona przeciwników Batmana zaliczyć można m.in. dr. Harleen Quinzel (Jamie Chung), Catwoman (Christina Ricci), Oswaldę Cobblepot vel Pingwinkę (Minnie Drive) oraz szereg zwykłych zakapiorów i gansterów oraz skorumpowanych policjantów.


Serial jest antologią, a poza dwuodcinkowym finałem, w każdym odcinku dostajemy inną historię poświęconą różnym złoczyńcom z przepastnego panteonu łotrów Batmana. Niestety powoduje to znaczące zatarcie większych wątków osobistych Bruce’a Wayna oraz innych postaci. Nie czuć tam znaczącego rozwoju bohaterów i dynamiki między nimi. Na ekranie oglądamy przewidywalne i sztampowe historie, w których nie ma żadnych większych zaskoczeń i choć widzimy kilku nieoczywistych przeciwników, nie ma tu żadnego szerszego obrazka i serial jest tylko „pasem startowym” dla potencjalnej kontynuacji, którą zapowiada w ostatniej scenie Joker (motyw wykorzystany już przez Matta Reevesa i spodziewałem się go od samego początku).

Postaciom brakowało głębi, a ich rozterki były bardzo kreskówkowe. Serial może sprawdziłby się dobrze 10-20 lat temu, ale minęło już wiele czasu w świecie animacji i widzowi nie wystarczy samo pokazanie znanych postaci, by był zadowolony jak mały Mateusz oglądający Justice League… A zmienianie płci Pingwinowi tylko rozjusza fanów i nie ma co się dziwić niższym ocenom tych co bardziej zapalczywych oraz średnim przyjęciem ogólnym.


Historie były przewidywalne i mało angażujące, postacie nudne i brakowało wśród nich chemii, a serial nie wywoływał we mnie większych emocji. Sama kreacja Batmana oraz jego relacja z Alfredem była ok, ale to za mało, by wywołać większy entuzjazm. Ciekawym elementem był również Harvey Dent, ale jego jedyny wieloodcinkowy wątek nie był w stanie udźwignąć fabuły serialu. Zdecydowanie wolałbym, żeby serial był złożony z 3 lub 4 kilkuodcinkowych wątków niż upychanie wszystkiego w jednym, 25-minutowym odcinku. Jedynie muzyka i ogólny klimat (oba aspekty przede wszystkim w intrze i napisach końcowych) angażowały mnie bardziej w produkcję, a to chyba trochę zbyt mało…

Podsumowując, Batman: Mroczny mściciel to odgrzewany kotlet z niedosolonymi ziemniakami i dwudniową surówką. Da się zjeść, ale bez szczególnego entuzjazmu, a może po prostu przestałem jadać w barach mlecznych i stołówkach studenckich, żeby docenić tego typu potrawy. Serial otrzymuje ode mnie 6/10, bo nie był tragiczny, ale dużo brakowało mu do znaczka jakości, jaki zazwyczaj pojawia się przy produkcjach z Batmanem, a utrzymany w podobnym formacie serial X-men ’97 sprawiał dużo więcej frajdy z oglądania i miał świetnie rozpisane postaci mimo telegraficznego scenariusza.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...