czwartek, 6 czerwca 2024

KRÓLESTWO PLANETY MAŁP (2024) - RECENZJA

 
Trylogia Planety Małp doczekała się kontynuacji, wobec której krążyły wątpliwości, czy widzowie w ogóle jej potrzebują i czy projekt uda się bez swojego filaru w postaci Andy’ego Serkisa odgrywającego rolę Caesara. Nowi twórcy i świeże spojrzenie czy wyciskanie z marki ostatnich dolarów?

Tym razem za projekt odpowiadał Wes Ball, który reżyserował trylogię Więźnia Labiryntu w latach 2014-2018, a wśród jego zapowiedzianych projektów znajdują się m.in. adaptacja The Legend of Zelda czy Mouse Guard. Za scenariusz odpowiadał zaś Josh Friedman, mający na koncie sporo ciekawych produkcji (z filmów m.in. Czarna Dalia, Wojna światów, Terminator: Mroczne przeznaczenie czy Avatar: Istota wody, był ponadto showrunnerem seriali takich jak Terminator: Kroniki Sahry Connor, Emerald City, Snowpiercer czy Fundacja).


Za kamerą stanął węgierski operator Gyula Pados (Więzień Labiryntu: Próby ognia, Więzień Labiryntu: Lek na śmierć, Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom oraz Shazam: Gniew bogów). Muzykę do filmu skomponował ceniony twórca John Paesano (w ostatnich latach ścieżki dźwiękowe do seriali Invincible, Diabelska gra, Leonardo, Dom grozy: Miasto Aniołów czy przede wszystkim kapitalny Daredevil, filmów z serii Więzień Labiryntu oraz gier z serii Spider-Man, Detroit: Become Human czy Mass Effect: Andromeda).

Film rozpoczyna się od pogrzebu Caesara, po czym przenosi nas wiele pokoleń w przyszłość i do osady małp z Klanu Orła żyjących wedle własnych zasad i tworzących zgodną społeczność. Poznajemy tam głównego bohatera filmu, młodego szympansa Noah (Owen Teague, którego można kojarzyć z filmowej duologii It oraz seriali Bloodline, Bastion, Mrs. Fletcher oraz drugiego odcinka czwartego sezonu Czarnego lustra). Noah, syn jednego z przywódców klanu i mistrza ptaków, wyrusza na wyprawę po orle jajo, gdyż małpy te tresują orły. Towarzyszą mu jego przyjaciele, rozważna Soona (Lydia Peckham) oraz nieco bojaźliwy Anaya (Travis Jeffery). Wracając z wyprawy natrafiają na ludzki ślad, co wzbudza ich niepokój i obawy, ponieważ Echa (jak nazywani są przez nich ludzie) to zdegenerowana rasa nie pojawiająca się na ich ziemiach.

Gdy wioska Noah zostaje napadnięta przez wojowniczy klan małp, a pobratymcy wzięci w niewolę, Noah wyrusza im na ratunek i dokonanie pomsty. Na swej drodze spotyka mędrca kultywującego nauki Caesara – orangutana Rakę (Peter Macon, którego w ostatnich latach można było kojarzyć z roli głosowej w serialu Family Guy oraz serialach Orville i Shameless) oraz nietypową ludzką dziewczynę Mae (Freya Allen, czyli Cirilla Fiona Ellen Riannon z Cintry z netflixowego Wiedźmina). Na ich drodze staje przywódca małp, Proximus (Kevin Durand, niedawno oglądać można go było w filmie Abigail), który buduje swoje królestwo i pragnie odkryć sekrety upadłej ludzkiej cywilizacji…


Królestwo Planety Małp jest nowym otwarciem dla serii, ale wyraźnie odnoszącym się do dziedzictwa Cezara. Oś moralna filmu nieustannie oscyluje wokół tego, co głosił Caesar jako przywódca małp oraz jak po latach jego nauki i słowa mogły być wykorzystywane i wykrzywione przez innych. To połączenie zdecydowanie służy filmowi i tworzy wyraźny pomost między poprzednią trylogią a kolejnymi produkcjami. „Planety Małp” zawsze stawiały na rozważania socjo-filozoficzne i jestem wdzięczny, że seria nie skręciła ich kosztem w kierunku bardziej rozrywkowej papki jak przysłowiowi Szybcy i wściekli.

Główny bohater w postaci Noah nie jest tak angażujący jak był Caesar, ale bardzo trudno było wejść w takie buty. Zresztą w samym założeniu Noah to nieopierzony młokos, który jest na początku swojej drogi i to wydarzenia tego filmu są dla niego formujące – tak jak dla Caesara była Geneza Planety Małp. Noah jest oddanym swoim bliskim, nieco zagubionym i popełniającym błędy młodym szympansem, którego tragedia zmusza do stawiania pierwszych dojrzałych kroków w życiu. Jego towarzysze, czyli Soona i Anaya, są sympatycznym dodatkiem stanowiącym kotwicę dla bohatera, ale są zbyt jednowymiarowi. Dużo bardziej w pamięć zapadł Raka, który stanowi wygadaną wersją Maurice’a z poprzedniej trylogii. Wątek nauki udzielanej Noah przez Rakę na temat świata, historii i filozofii Cezara był jednym z najlepszych elementów filmu i znowu orangutan kradł sceny filmu.

Na pochwałę zasłużył również antagonista filmu, czyli Proximus. Kevin Durand oddał to, czego brakowało Kobie w Ewolucji Planety Małp – Proximus emanował nie tylko fizyczną siłą, którą zmuszał innych do posłuszeństwa, ale również wielką charyzmą i inteligencją oraz sposobem bycia. Dużo bliżej mu zatem do Caesara, choć różni ich równie wiele, przede wszystkim stosunek do ludzi i bezwzględność, z jaką Proximus zmierzał do celu, wykorzystując legendę Caesara i wykrzywiając jego nauki.

Osobnym wątkiem jest postać Frei Allan, która początkowo gra typową dla jej gatunku niemowę, choć bystrzejszą niż cofnięci w rozwoju do etapu jaskiniowców ludzie. Jej postać od początku budzi w widzu wątpliwości, bo jej zachowanie i ubiór nie pasują do ówczesnego poziomu kultury. Z czasem jednak dowiadujemy się o niej więcej i zmieniamy perspektywę na tę postać, zaś sama Mae w drugiej połowie filmu momentami zaczęła przechodzić do roli pierwszoplanowej, spychając nieco na bok Noah. Zwrot fabularny związany z Mae uważam za ciekawy, a cały wątek ludzki w małpim świecie zapowiada się bardzo intrygująco i wypatruję jego kontynuacji, która może zatrząść wydawałoby się stabilnym status quo.


Audiowizualnie film stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza pod względem bardzo dobrego CGI (które tylko momentami odbiega od narzuconego standardu). Postęp technologiczny sprawia, że niewiele brakuje filmom z tej serii do fotorealizmu. Tak długo obcujemy z tymi małpami na ekranie, że to postaci ludzkie (zwłaszcza w wersji paleo) wyglądają nienaturalnie i nie na miejscu. Ponadto jednak na uwagę z mojej strony zasługuje muzyka Johna Paesano, która wybija się na tle poprzednich części (pomimo udziału przy nich Michaela Giacchino, którego ścieżka dźwiękowa nie zapadała mi w pamięć) i bardzo dobrze korelowała z ekranową przestrzenią oraz narracją.

Wśród minusów tego filmu wymienić można nieco zbyt duży metraż, z którego kwadrans można by wyciąć oraz brak tak wyrazistego bohatera jakim wcześniej był Caesar. Brak tu jest również ciekawszych ludzkich postaci – na późniejszym etapie filmu pojawia się co prawda William H. Macy, a ja wcześniej narzekałem, jeśli ludzie zajmowali zbyt dużo czasu ekranowego kosztem Caesara. Tutaj jednak nie mamy aż takich ciekawych postaci małpich i można to było nieco lepiej zrównoważyć ludźmi, kto wie jednak, czy nie dostaniemy tego w potencjalnej kontynuacji.


Podsumowując, Królestwo Planety Małp to solidna produkcja z tego uniwersum, pozwalająca sobie na nabranie większej perspektywy (nie tylko czasowej) względem poprzednich filmów. Być może nawet w moim rankingu film znalazłby się na drugim miejscu, tuż za Wojną o Planetę Małp. Dzieło wyreżyserowane przez Wesa Balla oceniam na 7,5/10 i chętnie zobaczę kolejną część tej sagi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...