wtorek, 28 kwietnia 2026

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM I












Czas "Wielkiej Smuty" dobiega końca, pora zatem nadrobić recenzenckie zaległości z tego roku, a trochę się ich nazbierało od stycznia... 












Film Josha Safdiego, który wcześniej tworzył kino wraz z bratem Bennym (m.in. Nieoszlifowane diamenty), luźno oparty na postaci Marty Reismana. Przy scenariuszu pracował ponadto Ronald Bronstein, za zdjęcia odpowiadał Darius Khondji (Siedem, Mickey 17), a muzykę skomponował często współpracujący z braćmi Safdi Daniel Lopatin.

Szalona historia ambitnego nowojorskiego tenisisty stołowego, który zrobi wszystko, by dostać się na szczyt, lawirując między kłamstwem, manipulacją, determinacją oraz wielkim talentem i sercem do rywalizacji. Timothée Chalamet (choćby seria filmów science-fiction Diuna) w głównej roli prezentuje szeroki wachlarz swoich aktorskich umiejętności, wykazując się krętactwem, urokiem i charyzmą, dzięki którym trudno przejść obok jego postaci obojętnie.

Na drugim planie partnerują mu w udanych rolach m.in. Gwyneth Paltrow (zdobywczyni Oscara za Zakochanego Szekspira), Kevin O'Leary, Tyler the Creator, Odessa A'zion, Abel Ferrara.












Główną siłą filmu jest bardzo sprawnie napisany scenariusz, w którym szybkie tempo nieprzewidywalnej akcji gna wraz z wyrazistymi bohaterami, a widz szybko angażuje się emocjonalnie w opowiadaną historię, której nie brakuje komedii, dramatu, romansu i akcji. Dodatkowo film ma wyrazistą warstwę audiowizualną dzięki immersyjnym zdjęciom Nowego Jorku lat 50. XX wieku oraz kontrastującej z tą estetyką muzyką elektroniczną bardziej pasującą do lat 80.

Seans Wielkiego Marty’ego, pełny zwrotów akcji i specyficznej, trafiającej w moje gusta energii ekranowej, wywarł na mnie spore wrażenie i oceniłem film na 8,25/10














Film w reżyserii Paula Feiga (specjalizującego się w lżejszym, komediowym kinie, m.in. The Office, Siostra Jackie) ekranizujący popularną powieść autorstwa Freidy McFadden. Scenarzystką filmu była Rebecca Sonnenshine (Pamiętniki wampirów, The Boys), autorem zdjęć John Schwartzman (Twierdza, Jurassic World), a muzykę skomponował Theodore Shapiro (Diabeł ubiera się u Prady, Rozdzielenie).

Historia młodej dziewczyny, Millie (Sydney Sweeney, Euforia, Eden, Tylko nie ty), z niejasną przeszłością, która próbuje ułożyć sobie życie na nowo i zostaje zatrudniona jako pomoc domowa u bogatego małżeństwa. Sprawy komplikują się, gdy niestabilna emocjonalnie i psychicznie pracodawczyni Nina (Amanda Seyfried, Mamma Mia!, Wredne dziewczyny, Zepsuta krew) zaczyna prześladować Millie, a jej mąż, przystojny i zamożny Andrew Winchester (Brandon Sklenar, The Offer, Vice, Midway) wdaje się z dziewczyną w romans. Później natomiast dostajemy twist tej historii…












Film w typie thrillera psychologicznego, który szyty jest grubymi nićmi w sposób świadomy i nie uciekający od kliszowych rozwiązań fabularnych. Produkcja nie jest pozbawiona wad, jednak w umiejętny sposób łączy w sobie mrok i luźny ton, serwując widzowi niezbyt wymagający produkt dostarczający precyzyjnie te emocje, które powinien odczuwać.

Sydney Sweeney, mimo głównej roli, niestety nie pokazuje w filmie zbyt wiele, również aktorsko, nadrabia to jednak Amanda Seyfried w interesującej i bardziej skomplikowanej niż wydaje się na pierwszy rzut oka roli.

Film spotkał się z ciepłym przyjęciem widzów, którzy już mogą oczekiwać na kontynuację. Ja podszedłem do niego z ciekawością, ale też dystansem i choć seans był całkiem udany i film zrobił na mnie finalnie pozytywne wrażenie, to jednak daleko mi do zachwytów i oceniam go na 6,25/10.























Film w reżyserii i według scenariusza nagrodzonej Oscsarem Chloe Zhao (dwie statuetki za film Nomadland) ekranizujący powieść Maggie O’Farrell. Za zdjęcia do filmu odpowiadał polski operator Łukasz Żal (Ida, Strefa Interesów, Zimna wojna), natomiast autorem muzyki był niemiecki kompozytor Max Richter (Pozostawieni, Ad Astra).

Osadzona w XVI-wiecznej Anglii opowieść o relacji Agnes (nagrodzona Oscarem za tę rolę Jessie Buckley, Czarnobyl, Fargo) oraz Willa (Paul Mescal, nominowany do Oscara za Aftersun, ponadto choćby Gladiator 2 czy Normalni ludzie), którzy zakochują się w sobie i zakładają rodzinę. On, wiejski nauczyciel, pragnie spełniać się jako dramaturg w Londynie, ona – wywodząca się z linii „córek lasu”, nie pasuje do społeczeństwa i woli kontakt z naturą niż ludźmi. Ich małżeństwo, początkowo bardzo szczęśliwe, zaczyna przeżywać kryzys, gdy oddalają się od siebie, a punktem kulminacyjnym staje się śmierć jednego z ich dzieci i przeżywanie żałoby na własny sposób.












Film dość powolny i kontemplacyjny, skupiony na tych emocjach wyrażanych jak i skrywanych przez bohaterów, ukazujący przede wszystkim perspektywę żony Williama Shakespeara na ich relację rodzinną, ale dający też wyobrażenie, skąd twórca ten mógł czerpać inspiracje swoich dzieł. Naturalistyczny w ukazaniu zarówno realiów historycznych jak i angielskiej przyrody, na pochwałę tu zasługują zdjęcia Łukasza Żala. Pewnym rozczarowaniem natomiast była muzyka jednego z moich ulubionych kompozytorów, czyli Maxa Richtera, mało zauważalna w czasie filmu, poza finałową sekwencją, przy której wykorzystano jego najbardziej znany utwór On nature of daylight.

Na osobny akapit zasługuje oczywiście Jessie Buckley, która jak nikt inny ówczesnego roku nie był pewny swojego Oscara, a także nieco zmarginalizowany Paul Mescal, który w mojej opinii był bardzo solidny, a swój popis pozostawił na finał. Zaskakująco natomiast w pamięć zapadła również tytułowa rola Jacobiego Jupe (młodszy brat Noah Jupe, którego można kojarzyć jako syna z serii Ciche miejsce), który wykonał jedną z najlepiej zagranych dziecięcych ról dramatycznych.

Dla niektórych film wydać się może zbyt ślamazarny i bazujący na taniej emocjonalności, ale… osobiście muszę opowiedzieć o prywatnym doświadczeniu, jakie spotkało mnie podczas seansu. Śmierć mojego dziadka przyjąłem bardzo na chłodno, mentalnie przygotowując się na to od lat. Ta żałoba, wcześniej nieokazywana w zasadzie w ogóle, siedziała jednak gdzieś głęboko we mnie. Gdy po kilku miesiącach oglądałem Hamneta i nadszedł masakrujący emocjonalnie i wyciskający wodę z kamienia trzeci akt filmu, doznałem stanu emocjonalnego, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyłem i nie ważne, czy film był dobry (w mojej opinii lepiej niż dobry) – katharsis wówczas doznanego podczas seansu nie jestem w stanie porównać do czegokolwiek i z tym wspomnieniem pozostanę do końca życia.

Hamnet ma swoje bolączki realizacyjne, ale jeśli zarezonuje z widzem emocjonalnie, to zmiata z planszy nawet takich skurwieli bez serca jak Pan Mojito… Dlatego moja subiektywna ocena to 8,25/10.













Netflixowa produkcja w reżyserii Joe Carnahana (reżyser specjalizujący się w kinie akcji jak np. Przetrwanie, Drużyna A, Pod ostrzałem) luźno oparta na prawdziwej historii Chrisa Casiano, kapitana policji w Miami walczącego z kartelami narkotykowymi. Przy scenariuszu Carnahanowi pomagał Michael McGrale (CSI: Kryminalne zagadki Miami, The Following). Autorem zdjęć był Juanmi Azpiroz pracujący przy wielu produkcjach Carnahana, a muzykę skomponował Clinton Shorter (Dystrykt 9, Colony, The Expanse).

Film opowiada o oddziale antynarkotykowym policji w Miami, który zmaga się z wewnętrznymi problemami po śmierci przełożonej i prowadzonym wewnętrznym dochodzeniem mającym odnaleźć współpracującego z kartelami kreta. Sytuacja oddziału, któremu przewodzi porucznik Dumars (Matt Damon, ostatnio m.in. Oppenheimer i Ostatni pojedynek), komplikuje się, gdy prowadzeni anonimowym cynkiem odnajdują skrytkę z pieniędzmi kartelu wypełnioną forsą, a widz nie może być pewny uczciwości zarówno Dumarsa jak i jego podwładnych, innych policjantów oraz polityków. Rozpoczyna się emocjonująca rozgrywka o to, komu przypadnie wielki łup...












Obok Damona możemy w Łupie obejrzeć ciekawą obsadę, m.in. Ben Affleck (ostatnio Księgowy 2, Głęboka woda, Ostatni pojedynek), Steven Yeun (Invincible, Mickey 17, The Walking Dead, Awantura), Teyana Taylor (Jedna bitwa po drugiej), Sasha Calle (The Flash, Żar młodości), Kyle Chandler (seria Godzilla).

Film bazuje przede wszystkim na gęstym klimacie i utrzymywaniu widza w ciągłym napięciu przy zachowaniu niepewności, komu kibicować, jako thriller akcji sprawdza się zatem całkiem dobrze, nawet jeśli fabularnie bywa nieco toporny. Jak na standardy kina netflixowego można powiedzieć nawet, że oglądało się go z dużym zaangażowaniem i satysfakcją, nawet jeśli finał i epilog filmu były grubaśnymi nićmi szyte. Miło było też popatrzeć na braciaków Damona i Afflecka razem na ekranie, dlatego Łup otrzymuje ode mnie solidne 7/10.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...