niedziela, 4 stycznia 2026

WIEDŹMIN Sezon 4 (2025) - RECENZJA SERIALU.

 
Czwarty sezon Wiedźmina obejrzałem z dwumiesięcznym opóźnieniem i to już powinna być recenzja sama w sobie. Skoro profesor sapkowskologii teoretycznej i vedyminologii stosowanej ma wywalone na adaptację jednej ze swoich ulubionych wiedźmińskich książek, to wiedz, że spierdoliłeś sobie franczyzę i pora gasić światło. Jak słaby jest czwarty sezon Wiedźmina i jakim cudem całkiem udanym okazał się zakopany przez Netflixa spin-off o Szczurach?











Showrunnerem serialu jest ta głupia pizda Lauren Schmidt Hissrich, która zarzyna wiedźmińską franczyzę dla Netflixa od 2019 roku, wcześniej partycypowała przy netflixowych serialach Marvela takich jak Daredevil i Defenders oraz m.in. The Umbrella Academy, Prezydencki poker, Drive czy Power. Pani Lauren serdecznie nie pozdrawiam i lepiej, żeby w Polsce już się nie pokazywała, bo jest persona non kurwa grata.

Przy scenariuszu do czwartego sezonu pracowali ponadto Clare Higgins (asystowała przy scenariuszach do Bridgertonów, Charmed, The Umbrella Academy), Rae Benjamin (chujowa animacja Wiedźmin: Syreny z głębin), Troy Dangerfield (Castle, animacja Tomb Rider: Legenda Lary Croft), a także w mniejszym stopniu Tania Lotia (Potwór z bagien, Invincible, Carnival Row, Wiedźmin: Rodowód krwi, The Mighty Nein, macza też palce w nadchodzącej adaptacji God of War) oraz Javier Grillo-Marxuach (nieliczny z zawodowców w tej ekipie, pracował m.in. przy Zagubionych, Czarodziejkach, Medium, Helix, The 100, Stamtąd). Z pustego to i Esterad Thyssen nie naleje…











Autorami muzyki byli Joseph Trapanese (pierwszy odcinek, poza drugim i trzecim sezonem Wiedźmina pracował przy Brilliant Minds, Wiedźmin: Syreny z głębin, Rytual, G20, Cień i kość, ale także obie części Raid, Król rozrywki czy Niepamięć) oraz Max Davidoff-Grey (do tej pory głównie komponował do krótkich metraży i asystował przy kompozycjach m.in. J. Trapanese). Za zdjęcia odpowiadali Scott Winig (pierwszy i drugi oraz siódmy i ósmy odcinek, poza tym Obóz Kikiwaka, Fear of the Walking Dead, Doom Patrol oraz American Horror Story), Mike Spragg (trzeci i czwarty odcinek, poza tym In Between, Midnight Texas, Operacja: Świt, Pennyworth) oraz Richard Donelly (piąty i szósty odcinek, ponadto Diuna: Proroctwo, Problem trzech ciał, Upadek królestwa oraz nadchodzący trzeci sezon Rodu smoka).

Serial oparty jest luźno na trzeciej wiedźmińskiej powieści, czyli Chrzcie ognia autorstwa Andrzeja Sapkowskiego z 1996 roku. W kwestii netflixowego uniwersum The Witcher muszę przyznać, że stałem w obronie pierwszego sezonu serialu, może i na wyrost, nie spodziewałem się jednak, że twórcy, w tym chędożony Tomasz Bagiński, tak pogrzebią franczyzę w kupie śmierdzącego gówna zwanego inaczej „inwencją własną scenarzystów” przy okazji kolejnych sezonów staczających się coraz niżej. Słaby drugi sezon, tragiczny sezon trzeci, absurdalnie kurwa fatalny Rodowód krwi już dawno wyczerpały cierpliwość fanów, którym Hissrich i jej ekipa totalnych dyletantów napluli w twarz. Postarajmy się jednak podejść do tematu sine ira et studio

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Po dramatycznych wydarzeniach na Wyspie Thanned, wiedźmin Geralt z Rivii (Henry’ego Cavilla zamienił w głównej roli Liam Hemsworth, mniej sławny i utalentowany brat Chrisa, najbardziej znany z roli Gale’a w serii Igrzyska śmierci, poza tym Niezniszczalni 2, Paranoja, Dzień niepodległości: Odrodzenie, Most Dangerous Game, Pokerzysta) kurował się w lesie Brokilon, skąd wyruszył na wyprawę ratowania Cirilli Fiony Elen Rhiannon (Freya Allan, poza Wiedźminem m.in. Królestwo Planety Małp, Dzień trzeci, Zabójczy koktajl). Towarzyszą mu jego wierny druh, bard Jaskier (Joey Batey, m.in. Templariusze, Cormoran Strike, Billy the Kid) oraz Milva (Meng'er Zhang, debiutowała w solidnej roli Xialing, siostry tytułowego bohatera w filmie MCU pt. Shang-chi i legenda dziesięciu pierścieni). Z czasem jednak kompania poszerza się o Cahira Mawr Dyffryn aep Ceallacha (Eamon Farren, Wykopaliska, Twin Peaks, Big Mood), czyli Nilfgaardczyka, który nie jest Nilfgaardczykiem, krasnoluda Zoltana Chivaya (Danny Woodburn, Bukmacher, Willow, Moda na sukces, Kości oraz sporo ról głosowych), gnoma Percivala Schutenbacha (Linden Porco, Zaułek koszmarów, Leprechaun powraca, Resident Alien) oraz tajemniczego cyrulika Regisa (Lawrance Fishburne, najbardziej znany z roli Morfeusza w Matrixie czy Bowery Kinga w Johnie Wicku). Wędrują w kierunku Nilfgaardu, gdzie ma znajdować się uprowadzona przez cesarza Ciri, a po drodze starają się unikać potworów i szalejącej wojny, co nijak im się nie udaje…

W innych zakątkach świata działy się zaś rzeczy, które się fizjologom nie śniły. Nabzdyczona Yennefer z Vengerbergu (Anya Chalotra, Koszmarne komando, Zmierzch bogów, Wanderlust) rozgoryczona zaginięciem Ciri, pragnie wywrzeć zemstę na potężnym czarodzieju, Vilgefortzu z Roggeveen (Mahesh Jadu, Marco Polo, Zatoka serc), którego celem jest zawładnięcie całym Kontynentem. Czarodziejka zbiera więc niedobitki tych, którzy przetrwali przewrót na Thanned, m.in. Triss Merigold (Anna Schaffer), Sabrinę Glevissig (Therica Wilson-Read), Margaritę Laux-Antille (Rochelle Rose), Francescę Findabair (Mecia Simson) i na zamku Montecalvo należącym do Filippy Eilhart (Cassie Clare) planują pokrzyżować plany smagłolicemu pięknisiowi bez oka. Wesprą ich w tym Assire var Anahid (Su Douglas), Ida Emean (Joelle Rae) oraz z dupy wyciągnięci: chyba krasnoludzka czarodziejka Ximer (Luisa Guereiro) oraz Wiedźmińskie Oddziały Specjalne pod dowództwem pułkownika Vesemira (Kima Bodnię zastąpił Peter Mullan).

Cesarz Nilfgaardu, Emhyr var Emreis (Bart Edwards) w swym pałacu przetrzymuje Fałszywą Ciri (Frances Pooley), jednak szybko orientuje się, że został oszukany i rozkazuje Skellenowi (James Purefoy, Rzym, Altered Carbon, Salomon Kane, Obłędny rycerz, The Following) odnalezienie swej córki. Skellen, planujący przewrót przeciwko swemu władcy, kontaktuje się ze sławnym łowcą nagród, Leo Bonhartem (Sharlto Copley, Monkey Man, Russian Doll, Powers, Chappie, Czarownica, Oldboy, Elizjum, Dystrykt 9), aby ten rozprawił się gracującą w Geso bandą Szczurów, do której następczyni tronu Cintry dołączyła po wyjściu z Pustyni Korath.

Ciri, zwana teraz Falką, stała się członkinią bandy Szczurów, w skład której wchodzili: Giselher (Ben Radcliff), elfka Iskra (Aggy K. Adams), Kayleigh (Fabian McCallum), Reef (Juliette Alexandra), Asse (Connor Crawford). Najbardziej zażyłą i intymną relację zawiązała jednak z Mistle (Christelle Elwin), która wzięła ją w opiekę. Razem szponcili i psocili, huncwoty, napadając na bogatych i rozdając biednym, w gruncie jednak rzeczy brzydząc się przemocą, aż do pojawienia się łaknącej krwi Falki, która sprowadziła ich na złą drogę…











Pomimo starań ocenienia serialu w oderwaniu od materiału źródłowego, wciąż wychodzi weryfikacja negatywna. Fabuła to się kupy dupy nie trzyma i biegnie na złamanie karku, byleby tylko odhaczyć checkpointy z książek, bez ładu i składu mieszając wszystko i dorzucając sporo bzdurnych sytuacji i obowiązkowych walk z potworami. Najsolidniej wypadał w moim odczuciu wątek kompanii towarzyszącej Geraltowi (najbliższy książce, no kto by się kurwa spodziewał), ale i tak był maksymalnie średni. Trudno ocenić zaś, który z pozostałych wątków był najsłabszy. Wątek „nilfgaardzki” można uznać za mało istotny, bo składało się na niego kilka zaledwie scen przez cały sezon. Bój o bezcenny, argentyński kaktus, który należy wsadzić w dupę Pani Showrunnerce, toczy się zatem między totalnie idiotycznym wątkiem „wojny czarodziejów” między Yennefer a Vilgefortzem, a zupełnie wypranym z charakteru wątkiem Szczurów i po namyśle jednak zwycięstwo stoi po stronie polityczno-magicznej naparzanki jako największej „wesołej twórczości” Hissrich, która niespełna rozumu albo pod wpływem popularnego w Ameryce fentanylu lub innych środków odurzających popełniła karygodnie żenujące scenopisarstwo.

Odnosząc się natomiast do materiału źródłowego, sprawy wypadają dużo, dużo gorzej. Kolejny raz Netflix oraz podległe mu osoby scenariuszopiszące oddelegowane do masakrowania prozy Sapkowskiego udowadniają, że choć może i książki przeczytali, to ni chuja nic z nich nie zrozumieli. Serial pozbawiony jest jakiejkolwiek głębi emocjonalnej, charakterologicznej oraz wyprany jest z warstw filozoficzno-społeczno-kulturowych zaszytych w tekście Pana Andrzeja komentującego wiele przeszłych i ówczesnych, ale nadal współczesnych nam spraw polityczno-społecznych. Nic kurwa nie zostało z bogatego aromatu unoszącego się nad tym uniwersum, wszystko nie dość, że zwietrzało, to jeszcze zaśmierdło, a mieli jebany samograj, który w aspekcie wielopłaszczyznowości jebie moralnie szarą prozę George’a R.R. Martina kutasem po ryju jak tanią dziwkę w podrzędnym hotelu.

Całkowicie z moralno-filozoficznego podłoża odarty został wątek Geralta wędrującego przez ogarnięte wojną pogranicze Królestw Północy i Nilfgaardu, bogate w przemyślenia dotyczące ludzkiej natury, okropieństw wojny oraz zderzającego ideały z pragmatyzmem. Bogate rozterki wewnętrzne bohaterów sprowadzono do nudnego questa polegającego na przejściu z punktu A do punktu B wybijając napotkane potwory i stających im na drodze żołnierzy. Geralt, jedynie powierzchownie szorstki i mrukliwy, nie ma już krztyny charakteru i jest robotem z misją do wykonania. Jaskier na dobre stał się comic reliefem nie mającym do powiedzenia nic innego niż rzucenie żartu, a jest to w zasadzie jeden i ten sam żart, który szybko przestaje bawić. Zoltan Chivay, jedna z moich ulubionych postaci pojawiających się w Chrzcie ognia, postać charakterna i pełna ciekawego spojrzenia na świat, mająca bogatą życiową eksperiencję, jest sprowadzony do roli standardowego krasnoluda pałętającego się przy głównym bohaterze. W przypadku Milvy widać, że twórcy starali się oddać jej charakter, ale zrobili to tylko powierzchownie, robiąc z niej awanturującą się, nieokrzesaną babę pełną złości wobec niesprawiedliwości świata. Najlepiej im wyszło z Emielem Regisem, ale to chyba bardziej zasługa wcielającego się w niego aktora, bo narracyjnie jego rola była znikoma.

Podobnie sprawa ma się z wątkiem Szczurów. Zamiast bezwzględnych bandytów za nic mających sobie ludzkie życie, prawdziwe „dzieci Czasu Pogardy”, dostaliśmy mizernych łobuzów i huncwotów, w gruncie rzeczy niegroźnych i w szerszym ujęciu nieszkodliwych. Z zabijaków gotowych na każdy hazard, pełnych animuszu i charyzmy, dostaliśmy jakieś popierdółki. Nawet motyw ich „dobroczynnego” rozdawnictwa zagrabionych bogactw wyszedł zupełnie przypadkowo i nieintencjonalnie, że nie wspomnę o tym, że dopiero pojawienie się zabójczej Falki wniosło do ich przestępczej działalności grozę. W ostatecznym rozrachunku wychodzi na to, że to Ciri ich zdeprawowała, a nie na odwrót. Sam wątek romansu Ciri i Mistle też został ugrzeczniony i zdisneyizowany, bo wszak kobieta nie może zgwałcić innej kobiety i przywiązać jej do siebie w toksycznej relacji podszytej syndromem sztokholmskim…

Może to niepopularna opinia, ale jestem fanem Emhyra var Emreisa, Białego Płomienia Tańczącego na Kurhanach Wrogów. Ale nie kurwa tej karykatury książkowego pierwowzoru - silnego władcy stawiającego rację stanu ponad wszystko (jasne, trochę się chłop zagalopował, ale wysiadł z tego pociągu na odpowiedniej stacji). Netflixowy Emhyr to tyran niespełna rozumu i nic nie pozostało z zimnego, dumnego i wymagającego, nawet okrutnego, ale w gruncie rzeczy racjonalnego i opanowanego człowieka z wizją i poczuciem misji oraz odpowiedzialności za kraj. Cały Nilfgaard, największe imperium Kontynentu, skompresowano zaś do jednej lokacji i dwóch sług Emhyra, wiernego wróżbitę Xartisiusa oraz spiskującego Skellena, w gruncie rzeczy nie-wiadomo-kogo na cesarskim dworze (prawdopodobnie Skellen wchłonął role szefa imperialnego wywiadu Vattiera D’Rideaux oraz seneszala dworu Ceallacha).











To wszystko jednak niknie przy bezmiarze głupoty, z jaką mamy do czynienia w przypadku wątku czarodziejów. Do światotwórczych fikołków, Chaosu i Przeznaczenia oraz wszechpotężnych megalitów już powinniśmy być przyzwyczajeni, ale znowu scenarzyści ładują ostro do pieca, prezentując widzom trudny do ogarnięcia rozumem festiwal głupot wyjętych prosto z pustego łba Pani Lauren. Myślę, że jakby wziąć przeciętnego pijanego studenta literaturoznawstwa Akademii Oxenfurckiej, wsadzić go do beczki i spuścić ze szczytu Góry Carbon w Mahakamie, to po wyjściu z owej beczki nie zaserwowałby nam takiego bełta jakim obrzygała nas Pani Hissrich, gwałcąc te ostatnie zdrowe szare komórki w mózgu, jakie nam pozostały po jej ekscesach z poprzednich sezonów.

Vilgefortz, śliska glista z przerostem ego i ambicji, byłaby jeszcze do przełknięcia, ale jego sekta czarodziejów-samobójców jest już nieco na wyrost – dumni, pyszni, samolubni i aroganccy czarodzieje giną na lewo i prawo, poświęcając się dla niego bez żadnego mrugnięcia okiem i wyjaśnienia (może wyjaśniali to w poprzednim sezonie, ale wyparłem to z pamięci). Nasze milusińskie czarodziejki szykują się natomiast na atak Vilgefortza i jego minionów, ucząc się szermierki. Szermierki, kurwa. Potężni magowie mający na skinienie wszechmoc w porównaniu z normalnymi ludźmi, uczą się machać mieczem i dźgać sztyletem, bo kurwa tak wymyśliła Pani Hissrich. Dodatkowo nawiedza ich eskadra wiedźminów, bo przeciwko złym czarownikom nic tak nie działa jak wiedźmińska klinga wbita czarownikowi w oko lub serce. O ile ten wiedźmin zdążyłby w ogóle do czarownika się zbliżyć w jednym kawałku. Sama bitwa zaś to chaos polegający głównie na wyginaniu kończyn adwersarzy lub przebijaniu ich kinetycznie lub telekinetycznie różnymi ostrymi przedmiotami, potężna Sabrina Glevissig dlatego ostro szyje z łuku, bo po co magia, jeśli ma się dużo strzał i siłę przyjaźni? A co przechyla szalę zwycięstwa na stronę czarodziejek? Oczywiście jedna z najpotężniejszych czarodziejek Kontynentu, wielka Filippa Eilhart, siłuje się ręcznie z kołowrotem zamkowej wieży ciśnień, by woda mogła wytrysnąć ze studni i zalać parających się zakazaną magią ognia napastników. Brawo, Pani Lauren, nie wpadłbym na to. Na koniec zaś Yennefer jest inicjatorką Loży Czarodziejek, bo kurwa tak, po czym wparowuje do cesarskiego pałacu w Nilfgaardzie, bo kurwa tak.

Mając już ogólną warstwę fabularną rozliczoną, czas przejść do oceny ról aktorskich. Na pozytywny werdykt zasługuje przede wszystkim Laurence Fishburne jako wampir Regis, który nadał swojemu bohaterowi odpowiedniej aury tajemniczości i podniosłości, a jego kolor skóry różniący się znacząco od opisu książkowego nie przeszkadza i w akcji wypadł dużo lepiej niż wycieki z planu wskazywały. Drugim pozytywnym wyróżnieniem poszczycić się może Sharlto Copley jako Leo Bonhart, w przypadku którego poczyniono pewne zmiany charakterologiczne, ale jednocześnie pozwolono aktorowi rzeźbić w roli i kto wie, czy Leo Bonhart w tych kilku na krzyż scenach, jakie miał w sezonie, nie skradł całego show. Jego Bonhart był nieprzewidywalny, ekscentryczny i emocjonalny (a powinien być zimnym, beznamiętnym i niemal bezemocjonalnym zawodowcem), w całej jednak tej otoczce uchwycono grozę postaci i w końcu wydobyto jakieś emocje w widzu.

Wszystkie czarodziejki, poza Su Douglas jako Assire - starszej, bardziej stereotypowej czarownicy, wypadły jednakowo nijako, nie mając w zasadzie nic ciekawego do zagrania, łącznie z Anyą Chalotrą jako Yennefer. Mahesh Jadu jako Vilgefortz nie jest najgorszy w tym zestawieniu przeciętności. Wszyscy inni byli zupełnie nijacy, nieinteresujący i pozbawieni głębi. Freya Allan jako zbuntowana Ciri dawała radę, zwłaszcza w drugiej połowie serialu i w konfrontacji z Leo Bonhartem. Większość aktorów to sympatyczne mordki jak Joey Batey, Graham McTavish czy Danny Woodburn, ale nie mają w sobie nic interesującego i angażującego widza. Wykastrowano ich z całej charyzmy, jaką mieli w książkach. Na osobne zdanie zasługuje Liam Hemsworth jako nowa wersja Geralta z Rivii i w mojej opinii wypadł bardzo przekonująco w roli sobowtóra Henry’ego Cavilla, imitując jego ton głosu i manieryzmy, więc jak się zmrużyło oczy to można było zapomnieć o podmiance aktorów. Niestety zasięg emocjonalny Liama nie jest zbyt duży i w bardziej wymagających momentach pachniało trochę sosną, znaczy się drewno. Finalnie jednak nie narzekam, bo Geralt jako taki od dawna był pisany płasko jak…[redacted Epstein Files].

Realizacyjnie serial był przeciętny jak zwykle, w pojedynczych momentach wznosząc się ponad średnią. Choreografia walk (poza magicznym machaniem łapami) była całkiem solidna i w większości przypadków dawała radę, choć brakowało większego rozmachu. Kilka walk z potworami było nienajgorszych, nawet jeśli dodano je spoza materiału źródłowego. Kostiumy, rekwizyty i scenografie jednak nie robiły większego wrażenia i często pachniało tandetą, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, zwłaszcza in minus zapisał się jakiś kurwa podrabiany wiedźmin ubrany w pakuły i tekturę, z którym walczy Bonhart. Na wyróżnienie zasługuje odcinek piąty, w którym dostaliśmy kilka opowieści przy ognisku, w tym wstawkę musicalową, czarny humor oraz całkiem solidną animację i nawet jeśli musical mi nie podszedł, to już animacja podobała się dużo bardziej i doceniam kreatywność oraz przełamanie nudnej, sztampowej narracji, która ciągnie się emocjonalnie jak flaki z olejem mimo szybkiego, teledyskowego tempa serialu.












Dodatkowo muszę wspomnieć o odcinku specjalnym, który pierwotnie miał być całym osobnym serialowym spin-offem poświęconym Szczurom. Za produkcję tegoż odpowiadali: kanadyjska reżyser Mairzee Almas (doświadczona reżyserka pojedynczych odcinków seriali takich jak Tajemnice Smallville, Lucyfer, iZombie, Arrow, Jessica Jones, Iron Fist, Locke & Key, Sandman, Cień i kość, Monarch: Dziedzictwo potworów), scenarzystka Hailey Hall (Power, Wiedźmin), kompozytor Mateusz Schmidt (Jak zostałem gangsterem, Kleks i wynalazek Filipa Golarza) oraz operator Trevor Michael Brown (One piece, Wojownik, Samson, Król Skorpion 4, Błękitna fala 2), których Lauren S. Hissrich kurwa nie upilnowała, bo wyszło całkiem spoko…

Szczury: Opowieść ze świata Wiedźmina opowiada nam o losach bandy Szczurów, zanim Ci spotkali na swej drodze Ciri i kiedy pierwszy raz zetknęli się z Leo Bonhartem. Szczury, grasujące niegroźnie po Geso (chciałem zauważyć, Pani Hissrich, że w Geso nie ma morza), szykują duży skok na skarb bezwzględnego Berta Brigena (Ben Robson), z którym Mistle i Asse mają na pieńku. Skarbu pilnuje jednak niebezpieczny potwór, postanawiają zatem do swej bandy zwerbować wiedźmina ze Szkoły Kota, Brehena (Dolph Lundgren, Ivan Drago z uniwersum Rocky’ego/Creeda, ponadto m.in. Uniwersalny żołnierz, seria Niezniszczalni, Arrow, Aquaman), który najlepsze lata ma już za sobą i wzbudza bardziej politowanie niż strach. Udaje im się jednak dojść do porozumienia i wspólnie podejmują się groźnego wyzwania, ucząc się od siebie nawzajem.

Film wypada zaskakująco solidnie na każdej płaszczyźnie w porównaniu z historią Szczurów opowiadaną w serialu. Fabuła jest koherentna i jeśli nawet nie najbardziej odkrywcza, to jednak poruszająca widza na tyle, że kibicuje zarówno nielubianym wcześniej Szczurom jak i podstarzałemu wiedźminowi. Zdjęcia i oświetlenie wypadają dużo ciekawiej i naturalniej niż w serialu, zupełnie jakby kręcił to ktoś znający się na swojej robocie, a nie odpierdalający manianę za nieskończony hajs Netflixa. Ciekawa muzyka z polskim wątkiem folkorowym już na starcie wzbogaciła odbiór, zapachniało bowiem swojskim Percivalem…












Podsumowując, czwarty sezon Wiedźmina to abominacja, jakiej należało się spodziewać, masakrująca materiał źródłowy i patrosząca go z jakiejkolwiek oryginalnej treści. Wszelka głębia została przykryta grubą warstwą nijakości i generycznego fantasy bez wyrazu i charakteru. Pod tym względem realizacyjnie dużo lepiej wypadł spin-off o Szczurach, który Netflix starał się zakopać i któremu przyznaję solidną notę 6,5/10. W przypadku jednak serialu i tak jestem łaskawy, doceniając kreacje Fishburne’a oraz Copleya i oceniając czwarty sezon The Witcher na 4/10. Gdy premierował będzie finałowy sezon piąty natomiast ubiorę się w garnitur, otworzę dobrą whisky i obejrzę go, celebrując śmierć franczyzy bezczeszczącej moją ukochaną serię książek…



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...