środa, 30 lipca 2025

FANTASTYCZNA 4: PIERWSZE KROKI (2025) - RECENZJA FILMU

Do 4 razy sztuka, w końcu bowiem doczekaliśmy się ekranizacji przygód Pierwszej Rodziny Marvela w MCU. Czy Fantastyczna 4: Pierwsze kroki przełamała klątwę ciążącą nad tym komiksowym zakątkiem i czy optymistyczny retrofuturyzm zdał egzamin? Jak wypadł 37. kinowy film tego komiksowego uniwersum otwierający jego VI fazę?












Reżyserem filmu, po odejściu z projektu Jona Wattsa (trylogia Spider-mana z Tomem Hollandem, ostatnio ponadto też serial Star Wars: Skeleton Crew), został Matt Shakman, który do tej pory wyreżyserował tylko jeden film (Miasteczko Cut Bank z 2014 roku), ma z kolei dość bogate doświadczenie na mniejszym ekranie, m.in. reżyserował odcinki seriali Dr. House, Mad Men, Fargo, It's Always Sunny in Philadelphia, Gra o tron, The Boys, Sukcesja, Wielka czy Monarch: Dziedzictwo potworów. Dla Marvela z kolei pracował przy WandaVision, będąc showrunnerem ich pierwszego i nadal jednego z najlepiej odebranych przez publikę seriali.











Nad scenariuszem pracował zespół złożony z Josha Friedmana (showrunner Fundacji, Snowpiercera, Emerald City i Terminatora: Kroniki Sary Connor, ponadto filmy takie jak Wojna światów, Czarna Dalia, Terminator: Mroczne przeznaczenie, Avatar: Istota wody oraz Królestwo Planety Małp), Erica Pearsona (dla Marvela pracował już nad scenariuszami do Thunderbolts*, Czarnej Wdowy, Thor: Ragnarok, serialu Agentka Carter oraz kilku krótkometrażowych one-shotów), duet Jeff Kaplan i Ian Springer (The Last of the Great Romantics, Przewodnik po przyjaźni Berta i Arniego) oraz Kat Wood (kilka krótkich metraży oraz film Arthur i Merlin).



Muzykę do filmu skomponował wybitny Michael Giacchino, który dla Marvela tworzył muzykę do filmów Doktor Strange, najnowszej trylogii Spider-mana oraz wyreżyserował krótkometrażowego Wilkołaka nocą, ponadto jako kompozytor ma na koncie m.in. serie filmowe jak Jurassic World, Planeta Małp, Star Trek, a także m.in. Zootopia, Iniemamocni, W głowie się nie mieści, Coco, jego oscarowy Odlot, Łotr 1 czy seriale Fringe oraz ikoniczni Zagubieni i pizdylion innych projektów. Autorem zdjęć do filmu był Brytyjczyk Jess Hall, który z Shakmannem pracował nad Monarch, Konsultantem, WandaVision, a wcześniej był operatorem kamery przy filmach Ghost in the Shell, Transcendencja, Grindhouse czy Hot Fuzz.

Jest to kolejna próba przeniesienia na ekran historii o kultowej drużynie superbohaterów stworzonej przez Stana Lee i Jacka Kirby’ego w 1961 roku po nigdy niewyemitowanym oficjalnie niskobudżetowym projekcie Rogera Cormana z 1994 roku, filmach z 2005 i 2007 roku w reżyserii Tima Story’ego oraz filmie z 2015 roku w reżyserii Josha Tranka, który wydawało się, że zatopił tę markę na dobre.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film przenosi widzów w multiwersalną podróż na Ziemię 828, stylizowaną na retrofuturystyczny świat osadzony w latach 60. XX wieku, w którym Fantastyczna 4, jedyna grupa superbohaterów strzegąca pokoju na świecie i bezpieczeństwa ludzkości, świętuje czwartą rocznicę działalności. W wielkim skrócie przedstawiona jest ich geneza, kiedy to czwórka astronautów na skutek działania promieniowania kosmicznego uzyskała nienaturalne zdolności. W skład drużyny wchodzą: najinteligentniejszy człowiek na świecie mogący dowolnie rozciągać swoje ciało Reed Richards aka Mister Fantastic (Pedro Pascal, którego ostatnio wszędzie pełno i przedstawiać nie trzeba); jego żona, obdarzona silnym kompasem moralnym i empatią, a także potrafiąca tworzyć pola siłowe i stać się niewidzialną, Sue Storm aka Invisible Woman (Vanessa Kirby, w ostatnich latach występowała m.in. w Napoleonie, The Crown, Cząstkach kobiety, Synie, serii Mission Impossible oraz Fast & Furious: Hobbs and Shaw); jej brat, brawurowy i czasem lekkomyślny kobieciarz Johnny Storm aka Human Torch (Joseph Quinn, poza Stranger Things można go było zobaczyć w Ciche miejsce: Dzień 1, Gladiatorze 2 oraz serialach Nędznicy, Cormoran Strike i Katarzyna Wielka) oraz ich przyjaciel, przemieniony w żywą skałę pilot Ben Grimm aka The Thing (Ebon Moss-Bachrach, najbardziej znany z serialu The Bear oraz Andor, NOS4A2, The Punisher, Girls).

Fantastyczna 4, działająca od kilku lat w roli propagatora międzynarodowego pokoju i rozwoju technologicznego dzięki przewodzonej przez Sue Future Foundation, prowadzi życie w blasku fleszy i wśród uwielbienia zwykłych ludzi. Dodatkowo, w końcu Sue i Reed mogą ogłosić, że spodziewają się dziecka, na co z entuzjazmem reagują przyszli wujkowie, Johnny i Ben. Niestety, ich spokój zakłóca przybycie na Ziemię kosmicznego wędrowca – Srebrnej Surferki imieniem Shalla-Bal (Julia Garner, najbardziej znana z ról w Ozark i Zawód: Amerykanin, a już wkrótce interesująca rola w wyczekiwanym horrorze Weapons), herolda zwiastującego przybycie potężnego Pożeracza Światów, Galactusa (Ralph Ineson, obdarzony charakterystycznym głosem aktor, którego w ostatnich latach można kojarzyć z Nosferatu, Twórcy, Egzorcysty papieża, Willow, Zielonego rycerza). Rodzinka ponownie wdziewa skafandry i wyrusza w kosmos, by odnaleźć Galactusa oraz Srebrną Surferkę i zażegnać zagrożenie, zanim to zbliży się do Ziemi, jednak cena za oszczędzenie ich planety, jaką dyktuje Galactus, może okazać się zbyt wysoka…











Nie da się zaprzeczyć, że warstwa fabularna filmu i jego scenariusz nie są najmocniejszą stroną, ale w pewien sposób w tej prostocie tkwi siła i urok produkcji, która sztucznie nie komplikuje historii i nie błądzi w coraz większym pędzie od jednej głupoty do drugiej pomimo kilku niedociągnięć. Miłą odmianą była pewna naturalność dialogów (nawet tych komiksowo dziwnych lub pompatycznych) i brak zarzucania widza koszmarną ekspozycją. Intencjonalna naiwność świata jest konsekwentna i przez to nie razi widza szczególnie zauważalnymi odstępstwami, w sposób koherentny i równy prowadząc widza przez opowiadaną historię. Pomaga w tym również fakt, że wybrano na miejsce akcji inny niż dotychczas znane widzowi światy Marvela, dzięki czemu film stoi silnie na własnych nogach i nie wymaga odwoływania się do uniwersum trwającego prawie dwie dekady (lub więcej, jeśli liczyć filmy, które weszły do MCU bocznymi drzwiami).

Na szczególną pochwałę zasługuje warstwa audiowizualna filmu. Od razu w ucho rzuca się kapitalna muzyka Michaela Giacchino, który niejednokrotnie udowadniał swój wielki kunszt, tym razem prezentując widzom ścieżkę podniosłą i epicką, ale nie pompatyczną, która potrafi zbalansować naturalny optymizm z apokaliptycznym dramatem. Cały film natomiast utrzymany jest w intrygującej stylistyce retrofuturyzmu żywcem wyjętego z lat 60. i 70., kiedy Fantastyczna 4 była u szczytu komiksowej popularności. Obawiałem się, czy będąca na granicy kiczu stylistyka nie odepchnie mnie, ale bardzo szybko dałem się wciągnąć w ten świat dzięki jego wizualnej spójności. Film ponadto trzyma dość wysoki poziom jeśli chodzi o efekty specjalne i choć bywa pod tym względem nierówny, a każdy będzie miał własne odczucia względem choćby animacji The Thing czy Silver Surfera, to dostarcza satysfakcji, zwłaszcza w aspekcie „kosmicznym”.

Prawdziwą siłą filmu jest chemia między bohaterami i afirmacja Rodziny poprzez ukazanie ich wzajemnych relacji. Film decyduje się pokazać nam ukształtowaną już drużynę, która ma świetną dynamikę zarówno pomiędzy pojedynczymi parami postaci jak i całą czwórką (a w domyśle piątką). Coś, na czym kompletnie poległ film z 2015 roku (poza faktem, że studio przejęło pieczę nad pracą reżysera i znacząco ingerowało w proces produkcyjny), który pomimo solidnych aktorów nie potrafił pokazać, co sprawia, że Fantastyczna 4 była popularna wśród fanów (a na czym z pewnością skorzystali Iniemamocni, przez lata będąc najlepszą ich, choć niebezpośrednią, adaptacją). Optymizm, szlachetność, uczciwość i serce okazywane sobie nawzajem, gdzie każdy jest dla siebie podporą i wsparciem, a wszyscy pracują dla ludzkości nie zważając na niebezpieczeństwo. To nie supermoce stanowią o sile tych postaci, ale ich charaktery oraz to, co mogą zaoferować cynicznemu, postmodernistycznemu światu pełnemu nieufności i wzajemnej wrogości.

Zdecydowanie pomogła w tym świetnie dobrana pierwszoplanowa obsada. Na świecznik wysuwa się Vanessa Kirby jako emocjonalna liderka grupy, śmiała aktywistka pokoju działająca na międzynarodowym forum oraz matka, która zrobi wszystko dla swojego dziecka. W znacznej mierze na postaci Kirby opiera się emocjonalny ciężar filmu traktującego o rodzinie, rodzicielstwie, poświęceniu i wierności zasadom. Zaskakująco dobrze partneruje jej w tym Pedro Pascal, który ostatnio pojawia się we wszelkich możliwych produkcjach filmowych i serialowych. Reed Richards w wykonaniu Pedro Pascala prezentuje odpowiedni poziom quasi-neurotycznej introwertyczności. Superinteligencja, którą jest obdarzony, nie buduje jego ego w stylu Tony’ego Starka, a prezentuje człowieka samoświadomego własnej niewiedzy i ograniczeń. Zdystansowany społecznie i emocjonalnie Reed, niemal na pograniczu lęku, zamartwia się wszelkimi możliwymi negatywnymi, katastrofalnymi możliwościami i kompulsywnie stara się zmieniać świat na lepsze, wyznaczając sobie tym granice rzeczy, które może kontrolować. Pascal oddał to, jak kompetentny jest Reed jako lider drużyny i mózg ich działania, nie tworząc z niego odczłowieczonego naukowca-robota pozbawionego ludzkich uczuć.

Dobrze zaprezentował się również Jospeh Quinn jako Ludzka Pochodnia, unowocześniając zakorzeniony wizerunek typowego amanta i nadając jego bohaterowi sporo uroku i wrażliwości, nie pozbywając się towarzyszącej mu brawury, nieprzewidywalności i żartobliwości. Wątek przeznaczony dla Johny’ego Storma jest poprowadzony nieco skrótowo i po łebkach, ale w końcu nadał postaci nieco innego niż dotychczasowy wydźwięku. Być może ze względu na komputerową charakteryzację, a może na okrojenie wątku, najmniej miał do zagrania sympatyczny Ebon Moss-Bachrach jako spajający drużynę The Thing. Jego wątek nie był oryginalny, gdyż zawsze w przypadku tej postaci punktem wyjściowym jest kwestia zaakceptowania tego, jak zmieniło się jego życie po obdarzeniu supermocami i jak wpływa to na jego codzienność, zaprezentowano to jednak w sposób subtelny i pozostawiono nieco na uboczu.











Na osobny akapit zasługują antagoniści filmu, czyli Galactus i Srebrny Surfer. Ralph Ineson, który wcielił się w Pożeracza Światów, nadał nie tylko zjawiskowy głos i charyzmę, ale też pewną wrażliwość istocie, która przez wieczność odczuwa nieujarzmiony głód. A przyznać trzeba, ze zwłaszcza na swoim statku kosmicznym, wyglądał niesamowicie majestatycznie i klimatycznie. Postać Srebrnej Surferki od początku budziła kontrowersje ze względu na decyzję twórców wykorzystania nie Norrina Radda, czyli klasycznej męskiej wersji tej postaci, a jego kobiecą alternatywę. Pozwoliło to jednak na nieco lepsze zbalansowanie filmu pod względem płciowym (a wszak bardzo daleko mi jest do afirmacji parytetów genderowych i propagowania bezmyślnej egalitarności), tworząc połączenie między postacią Human Torcha dużo bardziej znośne, niż gdyby ich relacja miała dotyczyć dwóch mężczyzn… Niestety wątek jej przeszłości i motywacji oraz finalnej przemiany poprowadzono nieco zbyt szybko i pobieżnie, nie dając mu nabrać oddechu. Jej wygląd zaś był jak promieniowanie w pomieszczeniu kontrolnym czernobylskiej elektrowni atomowej: not great, not terrible – w większości statycznych scen wyglądała przeciętnie, ale dobrze prezentowała się w scenach dynamicznych.

Kilka elementów filmu z pewnością budzić może mieszane uczucia, trudno jednak określić je jednoznacznie problemami (o czym świadczyć może ogólne dość ciepłe przyjęcie filmu zarówno przez krytyków jak i publiczność) i nie omieszkam o nich wspomnieć. Film dla niektórych może wydać się mało ekscytujący ze względu na stosunkowo niewielką ilość scen akcji (pod tym względem nie jest to ani przepakowany Superman ani nawet Thunderbolts*), choć kilka sekwencji jest zdecydowanie widowiskowych. Stosunkowo krótki metraż filmu (poniżej 2 godzin) sprawia, że film ma żwawe tempo, ale początkowo może wydać się nieco chaotyczny w pierwszym akcie przy prezentacji genezy bohaterów. Widać również, że kilka wątków (relacja Bena i Rachel Rozman granej przez Natashę Lyonne czy Sue oraz Johny’ego Stormów, że o postaci Johna Malkovicha jako Red Ghosta) zostało okrojonych lub wyciętych. Dla niektórych uciążliwe może być również naukowe mumbo-jumbo w wykonaniu Reeda Richardsa i kilka fabularnych głupotek z tym związanych. Oparcie fabuły filmu na nowonarodzonym dziecku Sue i Reeda, wszechpotężnym Franklinie „Kosmicznym Rozpierdalatorze” Richardsie, również może nie podpasować niektórym, czy to ze względu na tani chwyt emocjonalny czy też zabicie stawki filmu, wszak Marvel nie skrzywdzi w swoim rodzinnym filmie dzidziusia…



Miał się tu pojawić osobny akapit porównujący najnowszą Fantastyczną 4 oraz Supermana (ten pierwszy uważam za lepiej zrealizowany i koherentniejszy, ale mniej widowiskowy i emocjonalny film), postanowiłem jednak powstrzymać się od tego i cieszyć z faktu, że bodaj pierwszy raz w nowożytnej historii widzowie na ekranach kin mogą oglądać dwa dobre filmy zarówno z Marvel Studios jak i DC Studios (do tej pory albo studia unikały nakładania się premier albo jedno ze studiów filmowych wyraźnie kulało). Docenić należy po prostu Matta Shakmana, który nie był pierwszym wyborem reżyserskim Kevina Feige i dla którego był to drugi film pełnometrażowy, a udźwignął trudny temat problematycznej marvelowskiej subfranczyzy...

Podsumowując, Fantastyczna 4: Pierwsze kroki to drugi z rzędu solidny film Marvela, który zwiastuje przed nami jaśniejszą przyszłość tego uniwersum. Jeśli miałbym określić go jednym słowem, byłoby to „wholesome”, bowiem film jest sympatyczny, barwny i wypełniony uczuciami oraz rodzinną dynamiką. Nie jest idealny i mógł poświęcić jeszcze trochę czasu bohaterom, ale finalnie dawał sporo frajdy i przypomniał te prostsze czasy, gdy świata nie opanował wszechobecny cynizm i dekonstrukcja archetypicznych figur heroicznych oraz ideałów. Fantastyczną 4: Pierwsze kroki oceniam na 7,25/10 i czekam z niecierpliwością na ich dalsze losy w nadchodzącym Avengers: Doomsday.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...